czwartek, 27 sierpnia 2015

Karlskrona w jeden dzień

  "Płyniemy promem do Szwecji za 100 zł?" - takim pytaniem wita się z nami nasz przyjaciel Słoniu w jedno z czerwcowych popołudni. Decyzję trzeba było podjąć w chwilę, bo promocja kończyła się za kilka godzin. Oczywiście zgadzamy się bez większego zastanowienia, bo przecież przygoda, prom, Szwecja(!). Jak się potem okazało kraj ten oglądany z siodełka roweru zrobił na nas piorunujące wrażenie. Przez kilka następnych dni wspominaliśmy i konfrontowaliśmy to co zobaczyliśmy po drugiej stronie Bałtyku z polskimi realiami. Ten mały kawałek Skandynawii tak nas zauroczył, że po cichu planujemy jak by tam się znowu znaleźć, być może na dłużej...
Poniżej przedstawiamy naszą propozycję na to jak spędzić jeden dzień zwiedzając nie tylko Karlskronę, ale również bardziej dziewicze zakątki Szwecji. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak Słoniu znalazł tą ofertę, jak się do wszystkiego przygotowaliśmy, jaką dokładnie trasę przebyliśmy, czy dowiedzieć się czegoś o cenach w Szwecji, czyli w skrócie - garść najbardziej praktycznych informacji - to czytajcie naszego posta klikając magiczny przycisk "Czytaj więcej" poniżej! 


niedziela, 21 czerwca 2015

Wolontariat dla Tatr

      Jestem studentem I roku na kierunku Turystyka i Rekreacja i w ramach programu rocznego studiów zmuszony jestem do odbycia 3-tygodniowych praktyk w jednym z Parków Narodowych, bądź Parków Krajobrazowych czy to w Polsce, czy za granicami naszego kraju (+ 3-tygodniowych praktyk w wybranym muzeum, ale to może przy innej okazji). Mniej więcej w lutym/marcu, każdy ze studentów musi określić się gdzie prawdopodobnie odbędzie swoje praktyki. Tyle teorii. W praktyce wybór nie jest prosty, zależy od naszych możliwości finansowych czy dostępności połączeń na linii miejsce praktyk - dom, ale chyba przede wszystkim od pasji, chęci zobaczenia czegoś nowego, woli nowych doświadczeń. Właśnie z tych, trzech ostatnich powodów postanowiłem od samego początku nie ograniczać się jedynie do najbliższych Parków Krajobrazowych w okolicach Łodzi, np. PK Wzniesień Łódzkich, a sięgnąć gdzieś dalej. W planach były Bieszczady, ale gdy otrzymałem informację od starszych roczników, że praca w tamtejszym Parku Narodowym sprowadza się głównie do pracy przy biurku i niewiele ma związanego z górami od razu zrezygnowałem. Następnie pomysły poszły w stronę Gór Stołowych czy Karkonoszy.
Jak widać o Tatrach za bardzo mowy nie było. Mim o, że podobnie jak powyższe rejony, Tatrzański Park Narodowy to też góry, nie brałem go pod uwagę z prostego, prozaicznego, dziś głupiego według mnie powodu. Lekko obawiałem się, że po 3 tygodniach praktyk w Tatrach góry te mocno mi się znudzą i za szybko nie będę chciał na nie dłużej spojrzeć. A więc jak to wyszło, że ostatecznie tam wylądowałem? Wystarczył jeden wieczór. Na moich studiach jest prawie 100 osób. Wyobraźcie sobie wieczorną, komputerową walkę o miejsce w każdym z Parków. Tym bardziej jest ona uzasadniona, że rządzi zasada: inny Park Narodowy/Krajobrazowy = inne zasady zakwaterowania, inne zasady pracy. Inne najczęściej oznacza bardziej/mniej korzystne. TPN miał akurat te bardziej korzystne i do tego zostało jedno wolne miejsce na praktyki od 25.05 do 5.06. Klik, jedziemy!

Ale czemu o tym piszę? Otóż praktyki, które obyłem w TPN może niejako odbyć każdy w formie wolontariatu. Niesie to ze sobą między innymi darmowy nocleg czy świetną lokalizację wypadową w Tatry. O tym, jak zapisać się na takie praktyki, jakie "profity" to za sobą niesie i wiele innych przeczytacie w dalszej części posta.



sobota, 20 czerwca 2015

Fotorelacja: Malbork, czyli Mistrzostwa Świata w Rycerstwie

   Majówka 2015. Mieliśmy na nią kilka pomysłów, na przykład wyjazd do Pragi czy kilkudniowe kajakowanie po rzece Grabii. Oczywiście, wszystkie idee połączone były z nieodłączną tradycją polskiego grillowania. Tak się jakoś samo stało, że pewnego lutowego wieczora, nasz kompan Słoniu, który już nie raz u nas na blogu się pojawił, rzucił hasło - Mistrzostwa Świata w Rycerstwie w Malborku. My, lekko zdezorientowani, że jak to Mistrzostwa Świata u nas, w Malborku, że w rycerstwie, że co, że jak. Ale wszystko sprawdziliśmy i po, w sumie, niedługim czasie namysłu postanowiliśmy, że to na prawdę solidny plan. A więc grillujemy pod Malborkiem!
Wyjazd autkiem (w 4 osoby wręcz idealnie), namiotowy, pod chmurką. Tylko miejsca na namiot i rozpalenie ogniska nie mieliśmy. Wszystko miało wyjść samo, w praniu. No i wyszło tak, że byliśmy niezłymi szczęściarzami, bo udało nam się znaleźć, niespełna 5 km na południe od Malborka, przecudowne miejsce, położone na skarpie nad Nogatem
 z malowniczym widoczkiem na jego zakole, z płaskimi jak stół Żuławami Wiślanymi w tle. Chyba nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego pleneru. A jeśli chodzi o same Mistrzostwa, też mocne zaskoczenie. Szczerze, to chyba nie spodziewaliśmy się, że zawodowe rycerstwo może być aż tak ekscytujące. Co ciekawe, informacja dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o czymś podobnym, "sztuka" ta jest uznanym oficjalnie sportem ekstremalnym, która z inscenizacjami średniowiecznymi oprócz uzbrojenia niewiele ma wspólnego. W porównaniu do powyższych (nie umniejszając im ani trochę!), zaplanowanych, bardziej teatralnych inscenizacji, w rycerstwie zawodowym Panowie i Panie ani trochę się nie oszczędzają. Stąd obok "ringu" obecność sanitariuszy jest uzasadniona. Może z mniejszą korzyścią dla walczących, ale większą dla nas - widzów - walki są bardzo zacięte, widowiskowe i ,, dosyć brutalne. I ten wspaniały dźwięk 32 mieczy walących o siebie jeden za drugim. Na pewno tego typu imprezy są godne polecenia, A kilka migawek z wyjazdu poniżej!

wtorek, 16 czerwca 2015

Fotorelacja: Tatry Zachodnie

   Fotorelacja z moich trzytygodniowych praktyk studenckich odbytych właśnie w Tatrach. O samych praktykach zorganizowanych w ramach wolontariatu TPN-u rozpisałem się trochę szerzej TUTAJ, ponieważ temat jest dosyć ciekawy i zapewniam - może zainteresować niejedną osobę. A poniżej garść zdjęć z kilku wycieczek po tatrzańskich szlakach, które zahaczają jedynie o Tatry Zachodnie (często po prostu praca, ilość czasu, nie pozwalały zapuścić się gdzieś dalej, np. w rejon Tatr Wysokich). W sumie może być to też świetna odmienność dla zatłoczonych rejonów Morskiego Oka czy Pięciu Stawów. Co prawda fotki robione, jak to mawiał klasyk "mikrofalówką", bo jedynie moim skromnym, samsungowym aparatem telefonowym. Ale i tak uważam, że są one godne uwagi i dlatego też chciałem się nimi właśnie tutaj podzielić. Widoki z mglistych Czerwonych Wierchów, ze Starorobociańskiego Wierchu czy z Giewontu o wschodzie Słońca (!) ... to wszystko na dole. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

#podajdalej: Green Velo

  Poniższy post to efekt naszej nowej akcji, nowego projektu, czy jakkolwiek to nazwać. #podajdalej to pomysł, który zrodził się w naszych głowach pod wpływam przeglądania wszelkiego rodzaju broszur, ulotek, map zbieranych przez kilka lat. Mamy w swoich rękach na prawdę olbrzymie zasoby wyżej wymienionych reklamówek. Jeżdżąc po Polsce czy odwiedzając Targi Turystyczne można dorobić się dużej ilości całkiem ciekawych materiałów. Niektóre z nich mogą stać się natchnieniem do niejednej wyprawy. W najbliższym czasie będziemy chcieli podzielić się z wami tymi ulotkami, które są według nas wartościowe, przekazują coś interesującego i promują coś o czym na prawdę warto wiedzieć. Czyli w skrócie, zgodnie z hasłem przewodnim po prostu podajemy dalej. A więc przejdźmy do konkretów! Dziś materiał na temat Szlaku Green Velo, czyli nowej trasy rowerowej wzdłuż Polski Wschodniej. Więcej informacji poniżej! 


sobota, 11 kwietnia 2015

Fotorelacja: Estonia

  Część i czołem. Po długich (prawie rocznych) bojach udostępniamy wam fotorelację z Estonii! Chcieliśmy aby miała ona bardziej charakter poglądowy, chcieliśmy w niej przedstawić Estonię od strony wizerunkowej, pokazać krajobrazy, symbole. Mniej skupiliśmy się na naszych przygodach, aczkolwiek więcej informacji na temat samej Estonii można znaleźć w naszych innych postach, Od łosia do łososia, Drewniane domki w Estonii czy Estonia w 14 punktachdo czytania których zapraszamy (linki na końcu posta).

W ostatnim czasie dwukrotnie opowiadaliśmy o Estonii na prelekcjach podróżniczych. Ten kto miał okazję uczestniczyć w jednej z nich mógł za pewne zauważyć z jakim sentymentem wspominamy tamte regiony Europy. Autostopowa wyprawa do Estonii była dla nas tak na prawdę do dnia dzisiejszego największą taką wycieczką. Między innymi dlatego też zajmuje ona szczególne miejsce w naszej pamięci. Patrząc naszymi oczami jest to kraj wyjątkowy. Dzikość lasów, świeżość powietrza, mentalność ludzi, ciągłe niespodzianki i zaskoczenia. Mamy nadzieję, że poniższa fotorelacja zachęci niejednego oglądającego do wybrania się do tego nadbałtyckiego kraju, bo z ręką na sercu możemy polecać każdemu taką wycieczkę. 

Krótko jeszcze o naszej wyprawie: trwała ona około tygodnia i odbyliśmy ją na początku czerwca 2014 roku, przez ten czas zjechaliśmy trasę o długości niemal 3 tysięcy kilometrów korzystając z usług autostopowiczów. Na swojej drodze spotkaliśmy ciekawe osobistości, niezapomnianą przygodę, zobaczyliśmy kraj często pomijany w przewodnikach. I wbrew pozorom, które często stają się powodem niechęci osób do własnoręcznie przygotowanych wyjazdów, nie trzeba jechać na drugi koniec świata żeby przeżyć coś ciekawego, odkrywczego i ekscytującego! Wystarczy od taka, dla niektórych zwykła, a dla nas nie, Estonia. Poniżej można zobaczyć dokładną trasę jaką przebyliśmy rozrysowaną przez Malwę na dwóch mapach. Do tego mnóstwo zdjęć, krajobrazów - to wszystko poniżej. Zapraszamy!

piątek, 10 kwietnia 2015

Co zabieraMY na nasze wyjazdy

  Dużo jest przepisów na sernik. Każdy robi go inaczej.. dodaje inne składniki, w innych proporcjach. Jednak każdy dodaje te kilka składników co wszyscy, miedzy innymi ser, mąkę i cukier. Ta krótka alegoria ma na celu zaznaczenie, że nie ma idealnego przepisu na ciasto tak jak i na wyjazd i spakowanie się. Każdy wszystko robi po swojemu, a jeżeli nie wie jak to zrobić patrzy do książki kucharskiej. W tym właśnie momencie możesz potraktować ten post jako swoistą książkę kucharską, która coś podpowie, może zainspiruje albo po prostu zaciekawi.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Cerkwie łemkowskie

  Łemkowie. Jedna z prawnie uznanych mniejszości etnicznych w Polsce. Współcześnie na terenie naszego kraju zamieszkuje około 10 tysięcy osób, które w mniejszym, bądź większym stopniu identyfikują się ze swoimi potomkami z Karpat. Łemków znamy, czy też kojarzymy często jedynie z opowieści, czy też szkolnych tabelek, w których wymieniani są bezdusznie obok Romów, Karaimów i Tatarów, czyli ludów bez swojej Itaki na mapie świata. Nie umniejszając oczywiście pozostałym, przytoczonym powyżej mniejszościom, można by rzucić ryzykowną tezę, że ciężko byłoby znaleźć w historii Polski drugi taki, jak Łemkowie, lud, który tak mocno wpłynął na jakiś rejon geograficzny kraju. Ich kultura, często nie znana zwykłemu Kowalskiemu, po bliższym spojrzeniu nabiera kolorów, staje się interesująca i intrygująca. Przez wieki swojej osiadłości na górzystych terenach stworzyli niepowtarzalny zbitek kulturowy, na który składały się tradycje, język, religia czy ubiór, ale także architektura. I przede wszystkim architektura. To ona pozwalała się im identyfikować ze sobą, spajała Łemków na zakrętach historii. Architektura była, a co ciekawsze, nadal jest łemkowską wizytówką, nawet dziś, gdy właścicieli starych, drewnianych budynków powinniśmy szukać na drugim końcu Polski. Architektura łemkowska to pozostałość, pamiątka dawnych czasów, historia zawarta w fundamentach. Jednym z takich westchnień przeszłości są cerkwie, których w polskich Karpatach pozostało więcej niż architektów. To im oraz ich twórcom dedykujemy ten post.

poniedziałek, 16 marca 2015

Fotorelacja: Tatry zimą

   Przedostatni weekend lutego 2015 roku. Trochę więcej wolnego czasu po sesji i w dodatku ważny dla nas dzień - 22 luty - więc postanowiliśmy gdzieś pojechać. Wybór padł na Tatry, ponieważ jeszcze nie byliśmy tam zimą (jak zresztą w wielu miejscach, gdzie zimą byśmy chcieli pojechać, ale Tatry zawsze dobrze leżały nam na sercu). Krótka wycieczka, przez co planowanie nie zajęło nam dużo czasu. Ciepłe ciuchy do plecaka, trochę jedzenia, mapa, inne, przydatne pierdoły - to wszystko do samochodu, bo właśnie autem postanowiliśmy jechać. Na szczęście na BlaBlaCarze  udało nam się znaleźć dwie przemiłe dziewczyny, które postanowiły dorzucić się do paliwa; w ten sposób mocno ograniczyliśmy koszty i przy okazji mogliśmy cieszyć się międzynarodowym towarzystwem, otóż jedna z nich była Rosjanką, a druga Holenderką, ot taki polsko-rosyjsko-holenderski kogel mogel. Tak na prawdę nie ustalaliśmy nic wielkiego, żadnych tras, pełen spontan. Rano, koło godziny 10, gdy dojechaliśmy do Zakopanego wybór padł na Dolinę Strążyską, a więc i w tamtą stronę pomaszerowaliśmy ...




piątek, 6 marca 2015

Fotorelacja: Beskid Żywiecki

  Listopad 2014 roku. Jesień w pełni. A ja wraz z kilkudziesięcioosobową grupą maszerowałem po Beskidzie Żywieckim. Może warto w skrócie opowiedzieć o co chodzi, bo ten motyw będzie się zapewne pojawiał jeszcze nie raz przez najbliższe 2, może 3 lata. Na moich studiach - Turystyka i Rekreacja - mamy małe koło naukowe, które oprócz organizowania konkursów, udziału w różnych konferencjach, targach, za swój
 cel obrało sobie promowanie polskich gór poprzez kilkudniowe rajdy stacjonarne, bądź "od-schroniska-do-schroniska". Koło nosi wdzięczną nazwę WŁÓCZYKIJE. Co roku odbywają się trzy rajdy - jesienny, zimowy oraz wiosenny. Poniżej zobaczycie relację z tego pierwszego, rozpoczynającego nijako nowy rok akademicki. Zaczęliśmy od podejścia na Prawszywkę Wielką o godzinie 5 rano z latarkami, aby zobaczyć wschód Słońca, niestety chmury pokrzyżowały lekko plany, ale na pogodę nie mogliśmy narzekać. Następnie przez Przełęcz Przegibek dostaliśmy się na Wielką Rycerzową, a w bacówce u jej stóp spędziliśmy noc. Drugi dzień to wyprawa do bacówki PTTK na Krawców Wierch. Piękne widoki, jesienna melancholia, do tego klimatyczne wieczory w bacówkach przy kubku herbaty, rozgrzewającym alkoholu i dźwiękach gitary. To był niezapomniany wyjazd.